Demoniczny Anioł
Gala każdego dnia, wyruszała na regularny obchód po sklepach i okolicznych wydawnictwach, prezentując obrazy Salvadora wszystkim tym, którzy nie zdążyli go jeszcze wykląć. Potem, wracała do Salvadora i gotowała mu obiad, który – jak twierdził Dali – zawsze smakował jak „chusteczka do nosa”. Przełomem w tej stagnacji był wyjazd do Stanów. Pracami Dalego zainteresowała się nowojorska galeria, więc Gala i Dali postawili wszystko na jedną kartę i za pożyczone od Picassa pieniądze – wybrali się w podróż życia. Za Atlantyk.
To była decyzja doskonała. W Ameryce – Dali stał się gwiazdą.
„Kocham Galę bardziej niż własną matkę, bardziej niż własnego ojca, bardziej niż Picassa i bardziej niż pieniądze” - odpowiadał na pytania o swoją partnerkę Salvador, nowa ikona konsumpcyjnej popkultury. A Gala – świeciła odbitym od Dalego światłem, dzierżąc tytuł królowej serca mistrza surrealizmu.
Dali nie potrafił bez Gali malować. Kiedy tworzył, Gala siadało obok niego i nie wypuszczała go z pracowni dopóki obraznie był gotowy. On z kolei, w wyrazie wdzięczności i miłości – zaczął obrazypodpisywać ich splecionymi imionami.
Gala stworzyła Dalego na nowo. Wykreowała go. Nakazała chociażby, aby przestał wstydzić się dziwactw, odnalazł w sobie ich jeszcze większą ilość i zaczął traktować jako pożądany znak charakterystyczny. Miała przy tym niebywałe wyczucie sztuki. Ponoć nie tylko inspirowała jego obrazy nowoczesne, ale i korygowała je, dodawała na płótnach „swoje” detale lub darła je na znak niezadowolenia z pracy.
Przeciwnicy Gali, nazywali ją fanatyczką, która przez żądzę władzy – wzięła pod pantofel genialnego twórcę i wykorzystała go dla własnych celów. Dali się tym nie przejmował, bo Gala była dla niego nie tylko inspiracją, ale symbolicznym powiązaniem z rzeczywistością. Bez niej, popadłby w szaleństwo, dał się owładnąć jednej z wielu manii (podobno kompulsywnie kupował „dzieła sztuki” na pchlich targach i znosił je do domu, przeobrażając gustowne wnętrza w rupieciarnię; tylko Gala powstrzymała go kiedyś przed finalizacją kupna prawdziwej głowy słonia), albo skończył jako malarz, tworzący obrazy do salonu.
Gala była demonicznym aniołem stróżem Salvadora i panią na włościach jego bezsprzecznego talentu. Sam Dali twierdził, że była jedyną kobietą jego życia. A przynajmniej jedyną, z którą miał seksualny kontakt. Jak głoszą plotki – podobno w przeciągu ich wspólnego, 53-letniego życia... tylko raz doszło do zbliżenia. Szewc bez butów chodzi? Czy obrazyi płynące z ich sprzedaży zyski, skumulowane w postaci olbrzymiej fortuny mogą zastąpić popęd seksualny? A może oboje – i Gala, i Dali – popęd mieli, tylko realizowali swoje łóżkowe potrzeby w innych, niż małżeńska sypialniach? Przecież inspiracja do „Wielkiego masturbatora” nie wziął się znikąd!