Droga do Madrytu
Okres nastoletni to dla Dalego obrazy. Wcale nie nowoczesne obrazy, ani nie klasyczne.Obrazy- po prostu. Przyszły surrealista ćwiczył, szkolił się, malował wszystko i wszystkich - nieustannie. Były to zarówno kopie uznanych mistrzów, jak i sceny z życia codziennego Hiszpanów i Hiszpanii. Wtedy też, w okresie nastoletnim, na płótnach Salvadora Dalego po raz pierwszy pojawił się krajobraz Cadaques – tak charakterystyczny dla jego późniejszych, dojrzałych dzieł.
Jednak światem kreatywnego, zaledwie piętnastoletniego Dalego nie były „tylko” obrazysensu stricte. Będąc nastolatkiem, zaczął bowiem wydawać z kolegami pismo „Studium”, które zawierało przygotowany przez Dalego dział o wielkich mistrzach malarstwa. Nastoletni Salvador zachwycał się tam sztuką Valezqueza, oceniał obrazy na płótnie Goi, El Greco, Dürera, Leonardo da Vinci czy Michała Anioła.
Gdy Salvador Dali miał 16 lat – na raka zmarła jego ukochana matka. Wkrótce po jej śmierci, ojciec przyszłego surrealisty ożenił się ponownie – na zasadzie sprawdzonego schematu „uzupełniania” kompletu przy pomocy „sobowtóra” - z siostrą nieboszczki. To najprawdopodobniej sprawiło, że stosunki ojca z synem stawały się coraz trudniejsze.
Od totalnej katastrofy rodzinnej uchronił Panów Dali wyjazd Salvadora, który w 1921 roku wstąpił do madryckiej Szkoły Sztuk Pięknych. Przyszły surrealista zawojował ponoć komisję egzaminacyjną swoim rysunkiem według „Bachusa” Jacopo Sansovina (rzeźbiarz epoki manieryzmu). Jury Dalego przyjęło, mimo, że jego praca acz „doskonała”, była w ocenie uniwersyteckich ekspertów „zbyt mała w stosunku do wymaganych wymiarów”. Ale czego się nie robi dla rokujących geniusz?
Studia, to dla Dalego nowy etap i czas przełomu. Wtedy to właśnie. zapuścił charakterystyczny wąsik - chociaż w latach 20-tych podobny był on bardziej do zarostu Fridy(był wtedy zdecydowanie mniej okazały, niż forma finalna, o której sam Salvador zwykł mówić „moje wąsy mają ogromny potencjał reklamowy”). Wtedy też, na studiach - zaczął pieczołowicie pracować nad swoją rozpoznawalnością i dbać o to, by sława ekscentryka wyprzedzała go o co najmniej kilka kroków. Na studiach także, poznał kubizm (a w chwilę potem – poznał też samego Picassa) i zbratał się ze studencką cyganerią.
A wszystko zaczęło się od śmieci pierworodnego syna Państwa Dalich i próby zastąpienia tej luki kolejnym potomkiem.
Brzmi to skrótowo, bardzo dramatycznie i wywołuje negatywne skojarzenia - rysując przed oczami obraz, jakoby Salvador Dali – surrealistyczny mistrz, miał być dodatkowym puzzlem, który uzupełniłby familijną całość. Ale... taka była prawda! Dali był uzupełnieniem luki. I przez to właśnie, że jego narodziny poprzedziła śmierć jego brata – mały Salvador był dzieckiem wyczekiwanym, upragnionym, kochanym, rozpieszczanym i hołubionym niezależnie od tego, co zrobił. Gdyby padło na „pierwsze – lepsze” dziecko, takie wychowanie okazałoby się zapewne przepisem skróconym na to, jak zepsuć potomka. Na szczęście – Salvador Dali był piekielnie zdolny. I miał równie diabelnego farta do życia (i bycia) we właściwym czasie i miejscu. Bo gdyby nie nadopiekuńczy rodzice, którzy tolerowali prawie wszystkie wybryki syna – substytutu dziecka pierworodnego, to dorosły Dali najprawdopodobniej nie byłby tak kreatywnie arogancki. Gdyby nie opieka Ramona Pichota – nikt nie dość, że nie pokierowałby jego talentem, to jeszcze nie zostałby on najpewniej w ogóle dostrzeżony! A gdyby nie to, że malujący impresjonistyczne obrazy Pichot był dobrym przyjacielem Picassa... Aż strach się bać!