Genialny substytut
Dorosły Dali, był wybuchową mieszanką geniuszu i nieokiełznanego pociągu do sławy. Był też skandalistą, który opierał się wszelkiego rodzaju modom i tendencjom. Kiedy Frida Kahlo podkochiwała się w „pewnym” radzieckim, rewolucyjnym komuniście, a Warhol zachwycał się amerykańskim konsumpcjonizmem – Salvador Dali był... zagorzałym monarchistą.
Najbardziej rozpoznawalna, wąsata twarz surrealizmu (tak, jak i obrazy autorstwa Senior Salvadora) to z jednej strony synonim skrajnego ekscentryzmu, a z drugiej - trzeźwej, biznesowej kalkulacji. Jeśli prawdą jest to, co twierdził o dzieciństwie i jego wpływie na życie dorosłe papcio Freud, to skoro Dali był tak skomplikowany, niemniej szalone i wymowne musiały być jego pierwsze lata.
Salvador Domènec Felip Jacint Dalí i Domènech, marquès de Dalí de Púbol urodził się 11 mają 1904 roku w niewielkim, katalońskim mieście Figueres na północy Hiszpanii.
Miasteczko było senne i na wskroś katolickie. Taka sama zresztą, była jego rodzina, w której niepodzielną władzę dzierżył ojciec, z zawodu prawnik i notariusz, persona o znaczącej pozycji i społecznym poważaniu wśród lokalnej ludności.
Narodziny Salvadora były planowane. Ale nie „ot tak!”, jak to zwykle bywa. Ta celowość była naznaczona tragedią, bo rok przed przyjściem Salvadora na świat – jego rodzice stracili swojego pierwotnego syna, który nosił znajomo brzmiące imię - Salvador.
I tak - jeden syn, zastąpił drugiego: stając się kopią zmarłego brata, jego bliźniakiem, „sobowtórem” jak zwykł o sobie mawiać sam Dali, a przede wszystkim - ukojeniem dla rozpalonych czarną żałobą serc rodziców. Ci oczywiście, mając w pamięci niedawne nieszczęście – małego, „drugiego” Salvadora rozpieszczali i chełpili, darząc go bezwzględna, nadopiekuńczą miłością. Najpewniej na zasadzie wypełnienia luki – przyszły mistrz surrealizmu bawił się lalkami i zabawkami zmarłego brata i ubierany był w jego ubranka. Tak oto narodził się przyszły obraz najbardziej rozpoznawalnego i kasowego malarza XX wieku. Obraz artysty, który z rozpieszczanego dziecka, przeistoczył się w rozkochanego w sobie do granic możliwości Narcyza, którego samouwielbienie było szczęśliwie podparte ponadprzeciętnym talentem.
W przypadku Salvadora Dali sprawdza się bezwarunkowo teoria wspomnianego już papy Freuda o tym, że dorosłość tworzona jest na obrazi podobieństwo dzieciństwa. Pierwsze doświadczenia, nadopiekuńczość rodziców i ich bezkrytyczny stosunek do Dalego, którego narodziny uważali za dar losu - to główna siła napędowa całej kariery malarza. Malarza, który epatował swoim egocentryzmem, swoje prace i obrazy uważał pysznie (ale i często zasadnie) za dzieła skończone, porównywalne z boskim stworzeniem, a o swoich najmłodszych latach mówił, że na samym początku = chciał zostać kucharką (tak! nie kucharzem, ale kucharką). Potem – Napoleonem. Na samym końcu, chciał zostać – po prostu! - Salvadorem Dalim.