Wiśnia z mięsną wkładką
Nieletni Dali był egocentrykiem pragnącym nieustannej uwagi. Do tego stopnia, że jego karkołomne popisy przed kolegami - kilka razy omal nie zakończyły się poważną kontuzją, ze złamaniem karku na czele. Ale to tylko jeden wymiar, bo Dali – nastolatek, to obraz zróżnicowany, czasami nawet przesycony skrajnościami. Z jednej strony, był bowiem żądny atencji Dali – Narcyz, a z drugiej – nastolatek wyobcowany, szukający samotności, tygodniami ukrywający się w niewielkiej pralni na strychu swojego rodzinnego domu.
Podobno to właśnie tam, siedząc w wypełnionej wodą balii – wykonywał pierwsze szkice na cienkich deszczułkach, które pierwotnie były pudłami od kapeluszy. Tak najprawdopodobniej rodziły się pierwsze pomysły na nowoczesne obrazy, które – tak jak malunki Fridy i innych surrealistów, zrewolucjonizować miały wkrótce świat wielkiej sztuki. Wspomnienie Fridy nie jest tu przypadkowe, bo kolejnym miejscem celowej samotni małego Dalego była wiejska posiadłość El Muli de la Tore, która należała do przyjaciół rodziny artysty. To właśnie tam, w jednym z pomieszczeń posiadłości Pichotów – Dali zauważył kulę inwalidzką, która w przyszłości stała się częstym motywem jego obrazów, a przy okazji – dziwacznym, surrealistycznym (a jakże!), ulubionym atrybutem codziennym. Z kulą inwalidzką nie rozstawała się też wspomniana Frida, ale to już zupełnie inna, boleśnie przyziemna historia, która (nota bene) także stała się dla malarki inspiracja twórczą...
Dom Pichotów Dali uważał za miejsce magiczne, tajemnicze. Tam też, tworzył swoje pierwsze, „poważne” obrazy. Rodzina Pichotów była zresztą swojego rodzaju błogosławieństwem dla zdolności artystycznych Dalego. Jego rodzice nie wykazywali żadnych konotacji ze sztuką, a u Pichotów - wszyscy byli artystami, głównie muzykami. „Nadworny” malarz familii – Ramon Pichot jako pierwszy zauważył w Salvadorze ogromny talent malarskich i nakłonił go do rozwijania i dopracowywania tego daru. Udostępnił on także nieletniemu Dalemu wielką, wybieloną wapnem, profesjonalną pracownię malarską, w której przyszły surrealista ćwiczył bez wytchnienia, malując obrazy na płótnie i szkice na papierze. Gdy wyczerpały mu się zasoby „profesjonalnych” materiałów – Dali zabrał się za nieużywane, drewniane drzwi, które stały się podłożem idealnym dla malunku martwej natury.
Tym samym, Salvador nakreślił na nich wiśnie, używając przy tym zaledwie trzech kolorów i wyciskając emulsję wprost z tubek. Gdy domowi „recenzenci” zarzucili mu, że wiśnie nie mają szypułek i są przez to „niepełne”, a więc za mało prawdziwe – Dali dokleił do nich zerwane z drzewa, wiśniowe ogonki, a następnie wydłubał z drewnianych drzwi żywe robaki i umieścił je na namalowanych owocach. Efekt finalny wywarł na artystycznym opiekunie Salvadora – Ramonie, tak piorunujące wrażenie, że ten niemal wymusił na rodzicach Dalego, aby już dwunastoletniego chłopca zapisali do miejscowej klasy rysunku, gdzie będzie mógł doszlifować technikę, zdobywać nowe umiejętności i w niczym nieskrępowanej, artystycznie stymulującej atmosferze – tworzyć kolejne, kreatywne obrazy.